piątek, 1 kwietnia 2011

Czetnicka szajkacza z biało-czerwoną wstążką


Od września 1941 do sierpnia 1944 r. ppłk Walerian Mercik był szefem Bazy Oddziału Specjalnego Sztabu Naczelnego Wodza ulokowanej w Kairze. Zadaniem takich placówek było utrzymywanie łączności między dowództwem polskich sił zbrojnych na Zachodzie a kierownictwem Armii Krajowej w Polsce. Baza kairska podjęła się jednak dodatkowego zadania: zorganizowania polskich oddziałów partyzanckich w okupowanych przez państwa Osi krajach bałkańskich. Tego nieznanego epizodu z historii II wojny światowej dotyczy relacja płk Waleriana Mercika, której druk rozpoczęły wydawane w Paryżu ZESZYTY HISTORYCZNE (139). Jesienią 1942 r. Brytyjczycy przekazali Bazie wiadomość, że wśród walczących z Niemcami czetników, czyli niedobitków królewskiej armii jugosłowiańskiej gen. Mihailovica, znajdują się Polacy. Można się było domyślać, że są to albo dezerterzy spośród Polaków siłą wcielonych do wermachtu, albo też żołnierze bądź cywile, którzy po ucieczce z obozów internowania na Węgrzech próbowali przedostać się do Francji lub na Środkowy Wschód, ale utknęli w drodze. Płk Mercik zameldował o tej informacji do Londynu, proponując wysłanie na Bałkany odpowiednio przeszkolonego oficera, który mógłby zorganizować polski oddział partyzancki działający u boku czetników, prowadzić pracę wywiadowczą w stacjonujących w Jugosławii oddziałach niemieckich i pomagać w dezercji Polakom w nich służącym. Dowództwo w Londynie zaakceptowało pomysł, mając nadzieję na wykorzystanie placówki do wzmocnienia łączności z krajem. Także Brytyjczycy zgodzili się na taką operację – polski oficer miał działać w ramach alianckiej misji współpracującej z partyzantami i występować w mundurze brytyjskim. Do wykonania zadania zwerbowano kpt. Józefa Maciąga, który wcześniej pełnił służbę kuriera z kraju, znał serbski i został przeszkolony dywersyjnie. W nocy z 15 na 16 czerwca 1943 został on zrzucony na Homolijską Planinę w północno-wschodniej Serbii. Wkrótce meldował, że faktycznie wśród czetników, w okolicznych oddziałach niemieckich i fabrykach są Polacy (w tym oficerowie) – natychmiast może z nich sformować jedną kompanię, o ile tylko otrzyma dla niej broń. Brytyjczycy sugerują, by kpt. Maciąg rozpoczął propagandę skłaniającą Polaków z oddziałów niemieckich do dezercji. Potem mogliby oni rozpocząć akcje dywersyjne. Na monity płk. Mercika w tej sprawie Szefostwo Oddziału Specjalnego Naczelnego Wodza reaguje jednak niechętnie – nakazuje skupić się na organizowaniu kanału łączności z krajem, zakazuje natomiast angażowania się a akcje sabotażowe, by nie „szafować polską krwią dla cudzych interesów” i nie zrażać do Polaków ludności cywilnej, która może być represjonowana przez okupanta w reakcji na ataki polskich partyzantów. Sztab Naczelnego Wodza pisze też w tajnej depeszy: „W wypadku ofensywy alianckiej na Bałkany przewidujemy raczej ewakuację Polaków i wcielenie ich do szeregów Armii Pol., a nie bezpośrednie użycie”. Jesienią 1943 r. Naczelny Wódz wydaje jednak zgodę na formowanie oddziałów polskich w Jugosławii i zgadza się na udział tych jednostek „w walkach powstańczych”. Do Jugosławii (tym razem na granicę z Albanią) zostaje zrzucony kolejny polski oficer. Ruszają też prace nad formowaniem dwóch polskich kompanii przy oddziałach czetników – na północy i południu Jugosławii. Ma być również stworzona kompania konspiracyjna – wśród polskich robotników. Nagle jednak pojawiają się kolejne problemy: trudności z przerzutem broni, narastanie konfliktu między czetnikami a partyzantką komunistyczną Josifa Broz Tito. W grudniu 1943 r. ginie kpt. Maciąg. Brytyjczycy zmieniają front: żądają od płk. Mercika, by rozkazał Polakom z oddziałów Mihailovica uciekać do zgrupowań Tito... Więcej: Zeszyty Historyczne nr 139/2002, nr 140/2002 i nr 141/2002.

1 komentarz: